Zdekonspirować reżim – dokumenty Andrzeja Fidyka


Andrzej Fidyk to jeden z najważniejszych współczesnych twórców polskiego dokumentu. Dokumentem zajął się trochę przez przypadek, by dekonspirować absurdy i kłamstwa reżimowej rzeczywistości, działając jednocześnie w oficjalnym jej nurciei. Dwa jego filmy „Defilada” i „Yodok Stories”, opowiadające o komunistycznej rzeczywistości Korei Północnej, zasługują na szczególną uwagę

Andrzej Fidyk w swojej pracy zawodowej zajmuje się dokumentem. Urodził się w Warszawie w 1953 roku. Studiował w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (dzisiejsza Szkoła Główna Handlowa). Dopiero w 1980 roku rozpoczął pracę w Telewizji Polskiej, z którą współpracuje do dzisiaj. Od 1982 roku pracował w Sekcji Reportażu i Dokumentu, a latach 1996-2004 był szefem Redakcji Filmów Dokumentalnych Programu 1 Telewizji Polskiej. Dokumenty powstające w tym czasie w TVP biły telewizyjne rekordy popularności. Już nigdy później dokument telewizyjny nie miał tak dużej oglądalności.
Fidyk jest wykładowcą na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Andrzej Fidyk zrealizował do tej pory wiele filmów dokumentalnych, między innymi „Idzie Grześ przez wieś” (1982), „Optymistyczny film o niewidomych” (1983), „Prezydent” (1985), „Królewna Śnieżka, telefon i krowa” (1987). Prawdziwą sławę przyniosła mu jednak dopiero „Defilada” – poruszający dokument, opowiadający o Korei Północnej. Po „Defiladzie” Fidyk nakręcił jeszcze kilka ważnych filmów. Na uwagę zasługują „Rosyjski striptiz” (1994) czy „Taniec trzcin” (2000). Życie kiniarzy w Indiach zilustrował w filmie „Kiniarze z Kalkuty” (1998), a przygotowania do największego na świecie karnawału w Rio de Janeiro pokazał w dokumencie „Carnaval. The Biggest Party in the World”.
W 2008 roku ukazał się jego najnowszy film “Yodok Stories”, opowiadający o musicalu granym przez uciekinierów z Korei Północnej, dotyczący północnokoreańskich obozów koncentracyjnych. Do tej pory Andrzej Fidyk zrealizował ponad czterdzieści filmów dokumentalnych, głównie dla Telewizji Polskiej i brytyjskiego BBC. Jego filmy znane są na całym świecie. Jest laureatem licznych nagród, w tym Nagrody Artystycznej Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego.

Zawód: reżyser

Dlaczego zdecydował się na zawód reżysera, chociaż skończył studia zupełnie niezwiązane z filmem? Na pytanie, czy jako dziecko chciał zostać filmowcem, reporterowi „Dużego Formatu” odpowiada:
- Nie, śmieciarzem. Imponowało mi, że jeżdżą na stopniach wozu. Filmowcy to była dla mnie inna, nieosiągalna grupa, coś jak wielcy malarze. A dokument? Nawet jak już szedłem do pracy w TVP, nie wiedziałem, że istnieje. (...) Na konkurs poszedłem, bo po studiach trafiłem do centrali handlu zagranicznego Remex. Nienawidziłem tej pracy. Musiałem "maluchem" zasuwać z wywieszonym językiem, żeby przed wpół do ósmej podpisać listę, bo kadrówki ją zabierały na górę. A jak już podpisałem - to spokojnie do kiosku po "Życie Warszawy", kawka, papierosek. Nekrologi nawet się z nudów czytało. W TVP poczułem się, jakbym znowu trafił na studia. Miałem szkolenia z mądrymi ludźmi: Xymena Zaniewska, Jerzy Ambroziewicz, Krystian Przysiecki.
Tak rozpoczęła się dla Andrzeja Fidyka przygoda z filmem, która trwa do dziś.

Musical w walce z systemem

Chcąc opowiedzieć o tak ważnym (i poważnym) temacie, jak obozy koncentracyjne w Korei Północnej, Andrzej Fidyk wpadł na pomysł zrobienia musicalu. Do przedsięwzięcia namówił byłych więźniów tych obozów, którym udało się uciec przez granicę do Korei Południowej. A potem to wszystko sfilmował. Tak powstał film „Yodok Stories”. Jego tytuł nawiązuje do jednego z obozów. Jedynego, z którego kilkorgu więźniom udało się uciec.
Temat jest więc poruszający. Pokazanie takiego problemu za pomocą musicalu jest jednak przedsięwzięciem oryginalnym. Poprzez kontrast tragedii i luźnej formy musicalowej Fidyk osiąga jednak niepowtarzalny efekt. To, czy taki środek wyrazu wydaje się odpowiedni do opowiedzenia o tragedii północnokoreańskich więźniów, to sprawa dyskusyjna. Faktem jest jednak, że Fidykowi udało się dotrzeć do historii tych osób i opowiedzieć je w taki sposób, w jaki nie udało się to nikomu przed nim. Autorami scenariusza i choreografii do musicalu są właśnie północnokoreańscy więźniowie. Dla nich współpraca przy tworzeniu musicalu była unikalnym doświadczeniem.
„Yodok Stories” to już drugi film Andrzeja Fidyka mówiący o Korei Północnej. Pierwszym była „Defilada”, będąca zapisem uroczystości obchodów czterdziestolecia powstania Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Film ukazuje oficjalny wizerunek życia w komunistycznym państwie. Widzimy suche obrazy, interpretacja należy do widza. Ten zapis faktów jest jednak wstrząsający. Po zrobieniu „Defilady” Andrzejowi Fidykowi nie udało się już wjechać do Korei Północnej. Znalazł się na liście twórców cenzurowanych i wrogów ludu.

Wszyscy uwielbiają wodza

Największe wrażenie robi prawda bez komentarza. Komentarza w przypadku „Defilady” nie mogło być, bo władze północnokoreańskie pozwalały filmować tylko oficjalny, a przez to fikcyjny i odhumanizowany wizerunek życia w komunistycznym raju. Andrzej Fidyk wspominał w wywiadzie:
- Byliśmy najbardziej zdyscyplinowaną ekipą w historii Korei, ponieważ nie szukaliśmy drugiego oblicza kraju ani biednych ludzi.
Ekipa filmowała oficjalne uroczystości, związane z czterdziestoleciem powstania Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Nic więcej.
Mimo to fakt, że państwo rajem nie jest, widać gołym okiem. Na tym właśnie polegał geniusz Fidyka, że mimo ograniczenia związanego z możliwymi środkami wyrazu film odebrano w Europie jako wyraźne potępienie reżimu komunistycznego. Fikcyjność oficjalnego szczęścia widać w „Defiladzie” gołym okiem. Fidyk umiejętnie puścił oczko do obywateli polskich tak, że wszyscy wiedzieli, że nie o pochwałę, ale o dekonspirację reżimu tu chodzi. „Defilada” podaje samą powierzchnię rzeczywistości, bez głębinowych interpretacji. To właśnie stanowi o sile filmu.
Naśladując zalecenia propagandowe, Fidyk obnażył ich bezsens i zakłamanie. Doskonale widać, że pokazana przez niego rzeczywistość jest rzeczywistością zainscenizowaną, odhumanizowaną, nastawioną na korzystne przedstawianie kłamliwego reżimu. Inteligentny polski widza końca lat osiemdziesiątych widział w tym paralelę swojej własnej rzeczywistości, która przez propagandowy obraz sama siebie obnaża. Oficjalna twarz kraju jest fikcyjna i nieprawdziwa.
Antykomunistyczność filmu widać dzięki umiejętnemu ustawieniu obok siebie różnych ujęć, w kontraście między słowami i obrazami (pokazane tłumy wielbicieli reżimu to z bliska ludzie smutni i przygnębieni, opowiadający jednak o władzach w samych superlatywach) . Brak odautorskiego komentarzu mówi tu sam za siebie, bo już sama ta reżimowa rzeczywistość zbudowana jest na kłamstwie. Wyraźnie widać tu jej fasadowość.
Sposób, w jaki prowadzona jest w filmie kamera, w jaki ukazana jest komunistyczna codzienność w Korei Północnej sprawia, że film można odczytać na dwa skrajne sposoby. Dla polskich opozycjonistów końca lat osiemdziesiątych miał on jasne przesłanie o szkodliwości reżimu. Faktem jest także, że polska cenzura była filmem zachwycona i nie zauważyła w nim nic takiego, co pokazywałoby komunizm w niewłaściwym świetle. I na tym właśnie polega geniusz Fidyka.

IM
abortion pills on line abortion pill pill for abortion online
abortion pills read here pill for abortion online

Artykuł (PFI01A) przeczytano 4907 razy.